Dokąd prowadzisz Twój zespół?

30 listopada, 2020 9:00 am Published by Leave your thoughts

Pracując z menedżerami rozmaitych firm, polskich oraz zagranicznych zauważyliśmy, że najczęstszym problemem występującym w doskonaleniu siebie w roli lidera, jest nadmierne zagłębianie się w sprawach bieżących. Zapominając o istocie swej funkcji menedżer najczęściej chce wykonać jak najlepszą „robotę” często dokładając sobie obowiązków z poziomu operacyjnego. Dzieje się to kosztem myślenia taktycznego lub strategicznego. W efekcie nie ma wystarczającej ilości czasu, by przyjrzeć się swojemu zespołowi i odpowiednio zaplanować jego działania i rozwój. Może wówczas koncentrować się wyłącznie na bieżących działaniach i poleceniach bez klarownej wizji, dokąd prowadzi swój zespół.

Menadżer skupiony na osiągnięciu celu w większości przypadków stara się trzymać zespół samemu, realizując ogrom zadań „tu i teraz”. Deleguje zadania na szybko, monitoruje bieżącą pracę oraz egzekwuje potrzebne aktualnie działania, często zapominając jednak o wytyczaniu kierunku i celu swemu zespołowi.

Menedżer, który podchodzi do swych obowiązków z wizją progresu, pierwszorzędnie powinien pamiętać, by ciągle przywoływać wspólną wizję o tym, gdzie chce wraz z zespołem dojść, jakie aktywności są ku temu potrzebne, oraz jakie działania są niezbędne, by przybliżyć cel. Kiedy jednak kierunek nie jest wprost określony, a pojawiają się wątpliwości co do własnej efektywności, spadek produktywności oraz pewnego rodzaju egocentryczność myślenia tj. osoby na swoich stanowiskach chcą „odbębnić” swoje. Realizują oni wówczas swoją część pracy nie zważając na ogólny cel i pracę innych członków zespołu, co prowadzić może do rozbieżności w ogólnym kierunku działań przedsiębiorstwa. Kiedy brak odpowiedzialności działań wykonawców spada na menedżera, pojawia się problem. Menedżer jest zmuszony wykonywać o wiele więcej pracy, ponieważ musi zarządzać „tu i teraz”, gubiąc często cel ogólny, do którego zmierza.


W perspektywie czasu najistotniejszy sens zadania może się rozmywać, prowadząc zespół do braku jasno określonych działań ku jego realizacji. Dlatego, aby zapobiec takiej sytuacji, zachęcamy tym wpisem do głębokiej refleksji…

  • Dokąd zmierza Twój zespół?
  • Jakimi wartościami Twój zespół ma się kierować?
  • Jakie efekty jako zespół chcecie osiągnąć?
  • Czy osoby posiadają wspólną wizję tego kim jesteście jako zespół?
  • Jaką rolę pełnicie jako zespół?
  • Czy są jasno i konkretnie rozdzielone zadania, kto i co ma robić w zespole?

I czy jest to zgodne z kompetencjami wykonawcy?

Te kilka pytań mogą pozwolić na zweryfikowanie czy zespół ma wspólną wizję, wspólne cele oraz czy mówiąc o wizji, ma w głowie te same przedsięwzięcia oraz wartości co Ty jako menedżer.

Jeśli jednak odpowiedzi na powyższe pytania okażą się nie być pomyślne i zespół nie do końca wie w którym kierunku zmierza, praca nie jest dla nich klarowna lub jeśli samemu obserwujesz, że grupa nie pracuje tak jak byś tego oczekiwał, oznacza to, że jest w tym temacie praca do wykonania. Jak się jednak do tej niej zabrać?

Po pierwsze warto zastanowić się:

  • Jaki chcesz mieć zespół?
  • Do czego Ty zarządzając swoim zespołem chcesz, abyście wspólnie doszli?
  • Jakie są wasze dobre strony i co was spaja jako zespół?
  • Jak wspólny cel może przybliżyć pracowników do większej współpracy?
  • Jakimi wartościami kierujesz się Ty i Twoi ludzie w zespole?
  • Jakie wartości ceni firma i czy są one zgodne z wartościami zespołu?

Chcąc wspólnie dojść do powyższych odpowiedzi, ważne jest, aby zorganizować spotkanie całego zespołu, zapytać o ich wartości, cele oraz nakreślić tym samym cele grupowe, aby jasno wytyczyć drogę, którą razem od tego momentu będziecie podążać. Kiedy odkryjecie wspólnymi siłami, jakie wartości dla każdej jednostki są ważne, warto porozmawiać na temat tego jak możecie je wdrożyć i które z zadań usprawnić tak, aby dojść do określonych wcześniej założeń oraz planu.

Po spotkaniu warto przemyśleć odpowiedzi każdego z zaproszonych i przeanalizować, czy wykorzystywane są jego wszystkie zasoby.

  • Co zrobić, aby rozwijać w grupie ich najlepsze cechy prowadząc do jednoczesnego wykonania zadania?
  • Co zrobić z ich niewykorzystanym potencjałem, ewentualnymi talentami?
  • Jak te talenty wykorzystać, aby przyczyniły się one do rozwoju w kierunku celu?

Gdy odnajdziesz i wykorzystasz te cechy pracowników, pojawi się możliwy do uzyskania efekt synergii, a zespół będzie w stanie rozwinąć skrzydła szerzej niż wcześniej.

Kiedy zespół wykorzystuje swój potencjał – wykonując przy tym ciekawą i zgodną ze swoimi predyspozycjami pracę, efekty oraz współpraca mogą być bardziej inspirujące, a cel w znacznym stopniu dostępny i łatwiejszy do wykonania.

Na koniec w procesie tej zmiany, ważne jest by przemyśleć jaki wygląd w przyszłości ma mieć zespół, którym kierujesz?

  • Jakich kompetencji potrzebują Twoi pracownicy, aby jeszcze bardziej rozwinąć się jako zespół?
  • Czego mogą potrzebować, aby jako zespół byli jeszcze mocniejsi oraz bardziej skuteczni
    w działaniach, mając przy tym uśmiech na twarzy?

W celu przemyślenia powyższych pytań, poświęć godzinę w tym tygodniu na to, by wyobrazić sobie pożądaną wizję Twojego zespołu. Zaproś potem jego członków i zapytaj o to, kim oni chcieliby być jako zespół? Spróbujcie poszukać wspólnej drogi, a jeśli zrobicie to razem i ludzie będą zaangażowani w proces Tworzenia czy przyjmą go jako swój i z większą uwagą będą go realizować.

Jeśli jednak uznasz, że potrzebna jest Wam w tym pomoc lub wsparcie, zapraszamy do kontaktu z nami, aby wspólnie wybrać rozwiązania oraz drogę rozwoju dla Twojego zespołu.

Dokąd zmierza Twój zespół?

Tags: ,

Categorised in: Ekspert, Przywództwo, Relacje

This post was written by Małgorzata Torój

Wywiad z Tomaszem Kąkolem Mistrzem Polski w boksie w kategorii juniorów oraz 7 – krotnym mistrzem województwa

23 listopada, 2020 9:00 am Published by Leave your thoughts

Inspiracją do wywiadu z Tomaszem stało się skojarzenie, że walka na ringu bokserskim przypomina wiele sytuacji w biznesie, a sposób podchodzenia do walki, by wygrać, może być dla nas ciekawą inspiracją do pracy nad sobą, by budować swój osobisty lub zawodowy sukces. Zapytałam Tomasza o to, czego nauczył się dzięki pracy w boksie i jakie były jego czynniki sukcesu. Zapraszam do czytania!
Małgorzata: M
Tomasz: T


M: Zdobycie mistrzostwa na poziomie kraju i utrzymanie przez kilka lat tytułu mistrzowskiego na poziomie województwa to ogromny sukces. Czy możesz powiedzieć, co uważasz, za najistotniejsze czynniki, które Twoim zdaniem gwarantują odniesienie sukcesu?

T: Tym, co determinuje sukces w boksie jest dla mnie po pierwsze, bardzo dobre przygotowanie w tym fizyczne, ale chyba najbardziej mentalne. Znam wielu bokserów, którzy byli słabo przygotowani psychicznie i mimo dobrego przygotowania fizycznego przegrywali zawody. Dlatego pierwszym komponentem jest właśnie aspekt fizyczny zaś ważniejszym jest ten psychiczny. Ważne, aby wiedzieć, że wychodzi się na ring po to, by wygrać i nie ważne, jaki jest jaki zawodnik stoi po drugiej stronie. Nie ma sensu zastanawiać się, czy jest dobry, czy lepszy od nas, czy ma lepsze warunki. Najważniejsze jest nie wmawiać sobie, że jest możliwość przegranej, że nie mam szans etc. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że przed walką starałem się nie myśleć na temat swojej oceny szans, ponieważ kiedy zacząłem się na tym skupiać doszukiwałem się zalet przeciwnika. W konsekwencji burzyło to moją pewność siebie oraz bardziej mnie stresowało. Powodowało również różne skutki w ringu. Kiedy skupiamy się na swojej strategii, idzie o wiele lepiej.

Kolejnym punktem jest wielka pokora. Nigdy nie wiadomo, na kogo trafimy i jaki ten zawodnik będzie reprezentował poziom. Myśl, która ostatnio często mi przyświeca to: ,,najpierw walczysz, później wygrywasz i nigdy na odwrót!”. W dzisiejszych czasach często bywa tak, że ludzie chcieliby mieć wiele nie robiąc nic, a boks pokazał mi, że potrzeba wielkich wyrzeczeń, trzeba dać z siebie dużo, aby mieć duże wyniki, trzeba bardzo dużo trenować, zrezygnować z wielu przyjemności i zaangażować się na 100%, aby później mieć tę jedną magiczną chwilę dla siebie. Chwilę sukcesu, na którą się tyle pracowało. Dla mnie takim magicznym momentem był moment werdyktu. Kiedy stałem po ukończonej walce i sędzia podnosi moją rękę na znak triumfu. To był mój moment, ta magiczna chwila, dla której to wszystko robiłem i poświęciłem, tytaniczne treningi, zrzucanie wagi, sparingi, krew, pot i łzy. Ten moment, kiedy moja ręka jest w górze, a cała widownia, wszyscy poza ringiem biją mi brawo i gratulują mi wygranej. Teraz po latach czuję to na szkoleniach, kiedy występuję. Kiedy stoję na scenie i przekazuję ludziom wiedzę oraz wiem, że daje od siebie coś korzystnego czuję się identycznie jak na ringu, ponieważ oni po szkoleniu biją mi brawo dostając ode mnie pewną wartość. W ringu było to dostarczenie widowiska oraz emocji na szkoleniu jest to wiedza i umiejętności.

Trzecim składnikiem jest na pewno konsekwencja. Kiedy robimy coś dostatecznie długo nie ma rady, aby nie stawać się coraz lepszym i z czasem najlepszym. Kiedy mamy wysoki i odpowiednio postawiony cel, jesteśmy obiektywnie dobrze przygotowani, konsekwentni i robimy to dostatecznie długo, czy to w sporcie, czy w biznesie sukces to tylko kwestia czasu. Często słyszy się o predyspozycjach, że ktoś ma szczególny talent etc. ale ja w to nie wierzę. Jeśli człowiek jest bardzo zdeterminowany i ma silną chęć/potrzebę jest w stanie zrobić bardzo dużo w każdym aspekcie życia.

M: Bez czego nie byłoby Twojego sukcesu?

T: Mojego sukcesu nie byłoby bez silnej potrzeby i samozaparcia. U mnie było tak, że mój brat przede mną zaczął trenować boks, mój tata również kiedyś trenował boks i za każdym razem, kiedy mój brat wracał z zawodów wszyscy mu gratulowali, była w domu atmosfera zwycięstwa i pewnego razu chciałem poczuć to na własnej skórze. Jestem typem człowieka, który ma naturę wojownika, pewnie wrodzoną i kiedy ktoś powie mi, że czegoś nie zrobię za chwile pokazuję, że jest w błędzie. Myślę, że chciałem wyjść z cienia brata i również pokazać swoje mocne strony. Finalnie później było tak, że miałem nawet więcej tytułów i medali niż on, choć to właśnie bratu zawdzięczam swoją karierę sportową. Na początku rodzice mówili mi: „Tomek, po co Ci to, już mamy jednego boksera w rodzinie”, a jednak później również mnie wspierali.

M: Czyli może trochę napędzała Cię rywalizacja z bratem?

T: Rywalizacja pewnie w jakimś stopniu tak, ale głównie chodziło mi o swoje poczucie wartości. Jak mówiłem to brat nauczył mnie wszystkiego i od początku był w boksie moim autorytetem. Ja bardzo chciałem być coraz lepszy, dlatego ta chęć pozwalała mi robić progres w bardzo szybkim czasie, chłonąłem wiedzę oraz wskazówki i właśnie moja silna chęć przybliżała mnie do bycia coraz lepszym. Brat pokazywał mi co muszę zrobić lepiej, co zrobić w danej sytuacji, czego nie robić, czego się wystrzegać i myślę, że również w wielkim nieocenionym stopniu poustawiał mnie życiowo. Wspólne treningi oraz wspólny cel weszły mi w nawyk, a kiedy miałem moment słabości podnosił mnie na duchu lub najzwyczajniej w świecie dawał reprymendę więc teraz w biznesie jest to dla mnie normalne podejście, że kiedy współpracujemy z ludźmi i mamy wspólny cel o wiele łatwiej jest nam odnieść sukces. Najważniejszym czego nauczyłem się od brata to przyjmowania krytyki i traktowanie jej jako źródła mojego rozwoju. Wiem, że brat chciał, abym stawał się lepszy. Po walkach zawsze mi gratulował, ale od razu zawsze mówił co trzeba poprawić, aby być jeszcze lepszym.

M: Czyli małymi krokami do doskonałości?

T: Tak, to jest kluczowe. Nie jesteśmy w stanie w żadnej dziedzinie być najlepsi od razu. Mój brat za każdym razem powtarzał mi, za co niezmiernie mu dziękuję, że nie mogę być przeciętny. Jak już to robię to muszę być w tym najlepszy. Inaczej jest to strata czasu. Pamiętam sytuację, w której byliśmy w Zakopanem na zgrupowaniu kadry woj. lubelskiego w boksie, gdzie również zgrupowanie miała kadra polski i jeden z kolegów mówi ,,oo jaaa, kadra polski, chłopaki chodźcie po autografy” a mój brat na to ,,trenuj, a to od Ciebie oni będą brali autografy za niedługi czas”. To brat pokazał mi, że mogę być jeszcze lepszy od nich i niebawem to oni mają ze mną rywalizować i to mnie się obawiać w ringu. Wtedy właśnie zrozumiałem, że limity są tylko w naszej głowie i to ja dyktuję, gdzie i na jakim poziomie się znajdę. Identycznie w biznesie, jeśli patrzę na najlepszych i robię wszystko, aby być lepszy niebawem z konsekwencją i nauką oraz pokorą mogę taki się stać. W każdym aspekcie życia wykorzystuję tę naukę, że jeśli jest ktoś lepszy ode mnie warto się od niego uczyć lub z nim współpracować i podpatrywać, a niebawem stanę się lepszy.

M: Gdybyś miał rozłożyć na czynniki pierwsze moment walki oraz jej przebieg i powiedział co jest ważnego, kiedy zaczynasz walczyć, o czym myślisz, co robisz, aby zwyciężyć?

T: Myślę, że to co wówczas najważniejsze to skupienie na tu i teraz. Kiedy wybrzmiewa gong muszę dostosować się do sytuacji. Nie myślę wówczas o ciosach, jakie powinienem zadać ani o niczym pobocznym, tylko o tym, co w danej sytuacji się dzieje i w jaki sposób reagować, aby zadać cios i go uniknąć. Nie mogę myśleć co stanie się za 10 sekund, bo nie wiem, muszę reagować już. To również jest dosyć ważny aspekt działania, ponieważ na określoną sytuację musimy reagować w tej danej chwili, bo gdy w danym momencie się zawahamy — może być za późno. Jeśli jestem przygotowany na to i moja psychika pozwala mi działać natychmiast, atakując, a nie przyjmując ciosy, wiem, że wygram. Jeżeli pokazuję przeciwnikowi, że działam, nie zastanawiam się i idę w bój ciężko jest mnie zaskoczyć. Tak jak w życiu, kiedy pokazujemy słabość lub wahania inni mogą wykorzystać to przeciwko nam. Najważniejsze w ringu jest to, że nie ważne jest kto i co Ci krzyknie spoza ringu, bo w ringu działam sam. Nie ważne co ludzie mi podpowiedzą to ja walczę, nie oni, to ja muszę przejść przez swoją walkę i zwyciężyć. W życiu mamy setki osób, które nam podpowiadają, są ,,znawcami” w różnych dziedzinach życia, lecz to życie jest moje nie ich i ja wybieram swoją drogę identycznie jak w ringu. To ja kreuję sobie życie takim, jakim chce, aby było, a nie takim, jakim ktoś by tego chciał. Jeśli ktoś w sytuacjach biznesowych mówi mi, że musi coś przegadać z dziewczyną, mamą, żoną itd. jest to zrozumiałe, lecz decyzja i jej konsekwencje zawsze będą spoczywać na Tobie. Kolejną sprawą co do walki oraz zastosowanie wniosków w życiu jest podejście na chłodno i nieuleganie emocjom. Kiedy przyjmę cios na twarz, zdenerwuję się i niepotrzebnie zepnę mięśnie chcąc oddać, ulegając emocjom bardzo łatwo i szybko pozwolę na ponowne trafienie siebie przez odsłonięcie ciała. W nerwach ciosy są wolniejsze, chaotyczne i mniej celne, przez co wynikiem może być przegrana walka.

M: W biznesie często przyglądamy się klientowi, by lepiej poznać jego potrzeby, to w jaki sposób myśli lub czego oczekuje. Czy jest moment, w którym Ty oceniasz przeciwnika? Jak walczy, jakie zadaje ciosy i jaki jest?

T: Oczywiście. Kiedy znam przeciwnika oglądam jego walki, aby skupić się na jego słabszych stronach, by podczas walki móc je wykorzystać. Rozmawiamy i analizujemy je z trenerem, kreujemy trening pod warunki przeciwnika, aby w jak najlepszy sposób przygotować się do starcia. Często jednak jest tak, że przeciwnik nie jest znany, ponieważ na turniejach jest wielu zawodników często z całej Polski lub kiedy są to turnieje międzynarodowe ludzie z całego świata więc ciężko ocenić. W takich sytuacjach zazwyczaj pierwsza runda jest zapoznawcza, gdzie staram się wywrzeć presję i narzucić swoje tempo, aby przeciwnik poczuł respekt, lecz wszystko z pokorą, aby nie odnieść niepotrzebnych obrażeń. Te właśnie sytuacje nauczyły mnie najpierw działać i od razu to działanie analizować, wyciągać wnioski czy to działanie powtórzyć, czy jednak zmienić. Jeśli wiem, że celne są ciosy na dół wiem, że w kolejnej rundzie również muszę uderzać ciosy na korpus oraz mylić przeciwnika ciosami na głowę finalnie trafiając na dół etc. Jeżeli jakiś sposób działa, nie warto kombinować, po prostu trzeba to wykorzystać. Rezultat jest najważniejszy.

M: To zrozumiałe w ringu. Na całe szczęście my nie atakujemy klientów, tylko chcemy ich lepiej rozumieć. Przygotowanie i poznanie klienta jest również ważne, by lepiej go obsłużyć zgodnie z jego potrzebami. Powiedz mi proszę jeszcze, czy są takie rzeczy, które jeśli zrobisz, będzie to gwarantowana porażka, czego się nie robi?

T: Dla mnie dużym, często popełnianym błędem zawodników jest pochopna ocena przeciwnika, lekceważenie go i brak pokory. To zawsze mści się na zawodnikach. Jeśli uważam, że ktoś jest słabszy ode mnie i rozluźnię się, nie trzymam gardy, podejdę do walki nie na poważnie istnieje duże prawdopodobieństwo, że nawet niechcący dostanę mocny cios i przegram. Jeśli nawet przeciwnik jest słabszy, lecz podejdę do niego równie profesjonalnie, jak do dobrego przeciwnika jest prawie 100% szansy, że wygram. Identycznie w biznesie, nieważne z kim mam do czynienia, zawsze muszę być równie profesjonalny, przygotowany i dobry w tym co robię, bo nie wiem, o co osoba zapyta, czego będzie potrzebować etc. Dużym błędem jest to, że wstępnie oceniamy, pierwsze wrażenie, patrzymy po stroju, ruchach itd. Często wówczas możemy wpaść w pułapkę. Kiedy zaczynałem moją przygodę z boksem nie było mnie stać na dobre bokserskie buty i walczyłem na zawodach w trampkach. Wiele osób myślało, że jest to moja pierwsza walka, a ja miałem już ich na swoim koncie kilka i z racji błędnej oceny byli zaskoczeni i przegrywali. Nie można spekulować, trzeba weryfikować i jest to klucz w każdym aspekcie życia.

M: Czyli największym grzechem dla Ciebie jest lekceważenie przeciwnika lub sytuacji. Czy jest jeszcze coś, czego powinniśmy unikać?

T: Kolejnym błędem jest brak przygotowania na 100%. Ja staram się robić wszystko najlepiej jak potrafię, aby później nie zarzucić sobie, że nie wyszło, bo… i zaczyna się usprawiedliwianie. Jeśli wiem, że byłem przygotowany i przegrałem po prostu muszę coś poprawić, muszę więcej trenować i po prostu przeciwnik był dziś lepszy, ale w kolejnej walce wygram. Chcę mieć czyste sumienie, że zrobiłem wszystko, co mogłem, aby tak było. Jeśli piłbym alkohol, nie chodził na treningi, nie trzymał diety miałbym pretensje do siebie i zaczynałbym spekulować i się usprawiedliwiać, co nie zmieni wyniku walki. Psychicznie byłoby mi źle. Nie chcę spekulować, najważniejsze są fakty. Jeśli teraz zrobiłem wszystko i przegrałem jest to dla mnie kolejna lekcja do odrobienia, bo dzięki temu mogę uniknąć kolejnych błędów być coraz lepszy i wygrywać kolejne walki. Właśnie wtedy, kiedy do tego doszedłem, słowo ,,porażka” przestało dla mnie istnieć. Nie ma słowa porażka, jest tylko lekcja. Wiedziałem, że każda przegrana, każdy przyjęty cios jest specjalnie dla mnie formą nauki, aby później wiedzieć czego unikać, czego nie robić, co jest mało efektywne etc. I wtedy zacząłem wygrywać poważniejsze zawody. Wiedziałem, że jeśli dostatecznie wiele będę potrafił, skupię się tylko na tym na 100% i będę konsekwentny — nie może się nie udać.

M: Ostatnia rzecz, o jaką chcę zapytać. Jaka najważniejsza nauka płynie dla Ciebie z tego, że trenowałeś boks?

T: Jest wiele z nich, o czym już nieco mówiłem, ale chyba największą jest cierpliwość i pokora. Czasami w życiu bywa tak, że wygrywamy, lecz jeśli pokory nie ma, życie pokaże nam ciemną stronę mocy i „przeciągnie po asfalcie”. Dlatego pokora w każdej sytuacji jest rzeczą najważniejszą, trzeba szanować ludzi, sytuacje, które nam się przydarzają, ponieważ są darem. Jeśli wygrywasz ciesz się, jeśli przegrasz również ciesz się, ponieważ masz życiową lekcję, dzięki której unikniesz przegranej w ten sam sposób co poprzednio. Wyciągaj wnioski i pozytywy, ze znajomości sytuacji, a nie negatywy. Jeśli skupiamy się na negatywach nasze życie jest przykre i smutne, jeśli zaś weźmiemy je jako lekcje będziemy nadal pozytywni, ale mądrzejsi o to doświadczenie. Jeśli jesteśmy odpowiednio zdeterminowani możemy mieć wszystko, czego pragniemy. Może jest to tani frazes zawsze w każdej sytuacji możesz wszystko, ale myślę, że tak jest. Jeśli podchodzisz do życia z wdzięcznością, odpowiednim przygotowaniem oraz wyciągasz wnioski naprawdę możesz zrobić wszystko. Jeśli będę marudził w życiu nic się nie zmieni i to pewne, jeśli jednak wyciągnę wnioski i pójdę dalej to ja zmieniam moje życie i wygram w życiowej walce.

M: Dzięki za inspirującą rozmowę!

W wyniku rozmowy i wielu skojarzeń wspólnie zaprojektowaliśmy warsztaty, które bazując na doświadczeniu ringu mogą dać nam przestrzeń do przyjrzenia się swojemu stylowi w biznesie. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej zapraszamy na warsztat!

Kliknij grafikę i sprawdź!

Categorised in: Wywiady

This post was written by Małgorzata Torój

Na co przeznaczasz każdą minutę swojego życia?

16 listopada, 2020 9:00 am Published by Leave your thoughts

Jak się masz? Co czujesz w związku z pandemią?

Mam ostatnio dużo złości w sobie na aktualną sytuację. Wirus zatacza coraz ciaśniejsze kręgi i zaczynają odchodzić z tego świata wielcy ludzie. Ostatnio odszedł Profesor Piotr Francuz, mój wieloletni promotor (obydwie prace, magisterska i doktorska, napisane pod jego opieką). Niezwykła postać zarówno ze świata psychologii i nauki, jak i życia społecznego naszego Uniwersytetu.

Jednocześnie czuję ogromną bezradność w tym temacie, że jako ludzkość nie potrafimy nic z tym zrobić i ochronić się przed działaniem wirusa. Oczywiście każdy z nas może robić wszystko we własnym zakresie, by chronić swoje życie i zdrowie, ale jednak stajemy często wobec nieprzewidywalnego i nieuchronnego. Jak powiedział mój kolega – niczym koło fortuny, nie wiemy na kogo trafi smutne to, ale jakoś mocno poczułam znaczenie tych słów i uruchomiło mi się w głowie skojarzenie z rosyjską ruletką.

Ta perspektywa nieuchronnego końca i nieprzewidywalności długości naszego życia sprawia, że ostatnio mocno zadaję sobie pytanie o sens podejmowanych przeze mnie poszczególnych działań. Myślę o każdym dniu, jak o szansie na przeżywanie tego co ważne i nie marnowanie czasu na „pierdoły”. Ile niepotrzebnej złości, żalu i wzajemnego oceniania w naszych codziennych relacjach? Ile straconych rozmów zmarnowanych na rzeczy mało istotne? I oczywiście, ktoś z Was może powiedzieć, że przecież nasza codzienność składa się z małych rzeczy, ale czy nie jesteśmy nieraz zbyt małostkowi? Czy faktycznie z każdej rzeczy powinniśmy robić problem, upominać się o swoją rację? Czy nieraz nerwy, które nam puszczają w codziennych sytuacjach są rzeczywiście potrzebne?

Ostatnio tak dużo we mnie refleksji i zadumy. Czuję niepokój o jutro i o zdrowie własne, jak i moich najbliższych (może to efekt wciąż leczonego przeziębienia). Zaczynam coraz więcej uwagi poświęcać mojemu ciału i słuchaniu czego ono potrzebuje, by poczuć się lepiej. Czasami muszę odpuścić dociskanie kolejnej rzeczy, bo zdrowie zaczyna się o swoje upominać. I tak sobie myślę, że nikt z nas nie jest ze stali – choć pewnie nieraz nam się tak wydaje, gdy próbujemy za wszelką cenę domykać kolejne zadanie. Ale czy za kilka miesięcy w ogóle będziemy o tej sprawie pamiętać? Czy nie będzie nam żal tego czasu poświęconego na pracę zamiast na uważne bycie z rodziną?

Dlatego zapraszam Cię dziś do krótkiej refleksji nad sobą i swoim użyciem Twojego czasu.

  • Czy liczysz każdą minutę i wykorzystujesz ją w zgodzie ze sobą i tym, czego w danym czasie potrzebujesz?
  • Jak planujesz tydzień? Na co przeznaczasz czas w kalendarzu? Czy znajdują się tam rzeczy naprawdę ważne dla Ciebie? Czy tylko Twoje obowiązki i powinności?
  • Co chce się wydarzyć w Twoim życiu na dziś? Na co być może ostatnio nie miałeś_aś czasu, a jest dla Ciebie ważne?
  • Na co chcesz w tym tygodniu zwracać większą uwagę?
  • Które Twoje relacje wymagają od Ciebie większej uwagi?
  • I ostatnie najważniejsze – gdybyś miał_a umrzeć dziś – to czy to co teraz robisz, jest Twoim najlepszym użyciem czasu? Czy może warto podjąć dawno odwlekane rozmowy, spotkania, działania?

Może ostatnie pytanie jest zbyt dosłowne – ale przecież nikt z nas nie zna swoich przyszłych dni i nie wie, ile jeszcze ich będzie tu na ziemi.

Wczoraj wystartowała druga edycja kursu Uwolnij swój potencjał. I kiedy pracujemy w tym tygodniu nad naszymi ograniczającymi przekonaniami, to zauważam, jak wiele wciąż jest przed nami do zrobienia i jak potrafimy naszym myśleniem blokować samych siebie przed ujawnianiem tego co w nas najlepsze. Jak często ograniczamy własną twórczość lub rozwój?

A może by tak, stając w obliczu realnych zagrożeń pozwolić sobie żyć – bez lęku i w otwartości na siebie i innych, akceptując, że każdy z nas jest inny i ma swoje słabości? A może by tak działać pomimo lęku? A może warto coś zmienić w swoim życiu?

Do jakich refleksji Ciebie zaprasza doświadczenie ostatnich tygodni? Podziel się proszę w komentarzu.

Kliknij grafikę i sprawdź!

Categorised in: Bez kategorii, Emocje, Osobiste, Relacje

This post was written by Małgorzata Torój